Jakiś czas temu, przeglądając powiązane materiały w jednym z filmów na YT, trafiłem na nagranie z ubiegłorocznej edycji amerykańskiego Mam Talent:
I tak zastanawiam się… czy faktycznie wygrywający ten program to osoby mające talent? Czy ludzie, którzy robią to, co rzesze innych (tańczą, śpiewają), rzeczywiście powinny wygrywać? Talent ma widoczny powyżej Randy Hanson. To już nie jest jedynie świetne wykonanie piosenki czy dobre naśladowanie ruchów. To jest zaprezentowanie się w taki sposób, by wątpliwości miała nawet sama żona Ozzy’ego, obecna w komisji… Moim zdaniem Hanson i wielu mu podobnych ma co pokazać, jednak skazani są na porażkę tylko przez to, że dla producentów łatwiej jest wypromować kolejną sztuczną gwiazdeczkę, o której i tak się zapomni… A to ludzie pokroju Randy’ego dają element zaskoczenia, kupę frajdy i prawdziwe oczekiwanie w napięciu.


To ja w podobnym klimacie: czy zespoły, które ciężko pracują i szlifują swój repertuar muszą ginąć w gąszczu bzdurnych kawałków pokroju spuszczone spodnie, łańcuch na klacie i laski z cycami na wierzchu? Niestety jest to prawda znana już od dłuższego czasu: im bardziej jest to chwytliwe (np. muzyka do “przytupu”), im bardziej kontrowersyjne (patrz ta co robi loda) czy bardziej eksponuje swoje zderzaki (patrz obok), bardziej się sprzeda, więc więcej tego będzie w TV/internecie/prasie. Ale to są wszystko gwiazdki krótkiego kalibru, do takich sław jak Ozzy, Rolling Stones czy chociażby Metallica daleko im, ba – nigdy nie dojdą do tego poziomu, bo ich mentalność jest prosta “zarobić ile się da i zniknąć, by po paru latach znowu się pojawić/zarobić…”.
Ja znowu nie rozumiem po co promować takich ludzi. Jeden Ozzy nie wystarczy? W ogóle ludzie przychodzą do takich programów i w 95% są to zwykłe “odtwarzacze”. Jak już śpiewają to niech może pokażą, że mają także talent do zaprezentowania czegoś nowego, własnego, a nie coverowania wszystkiego co popadnie.