Archiwum kategorii ‘Odcinkowo’

Debiut FlashForward

środa, 30 Wrzesień 2009

FlashForward

FlashForward to bez wątpienia jedna z najbardziej wyczekiwanych premier serialowych tego roku. Wszystko, począwszy od nazwisk twórców, przez ogólną koncepcję, a skończywszy na nazwaniu produkcji “następcą Lost”, wywołało atmosferę napięcia i niespokojnego oczekiwania na debiut. Jak więc wyszło? O dziwo, zaskakująco dobrze.

Ziemia, czasy nam współczesne. Wyobraźcie sobie sytuację, w której na powierzchni całego globu następuje tzw. “blackout” – zaciemnienie, w czasie którego cała ludzkość traci przytomność na dokładnie 2 minuty i 17 sekund, podczas których każdy z osobna doświadcza wizji własnej przyszłości. Każda “przepowiednia” jest inna, ale w wielu przypadkach oznacza ogromne zmiany w życiu danej osoby. Co spowodowało te wizje? Jaki jest ich cel? Kto czy co za nimi stoi?

Odcinek pilotowy okazał się bardzo przyzwoity, choć znalazło się w nim kilka elementów, na które można ponarzekać. Wśród aktorów grających główne postacie możemy oglądać m.in. Josepha Fiennesa, Sonyę Walger, Johna Cho czy Dominica Monaghana (od nast. odcinka). To właśnie pierwszy z artystów okazał się dla mnie drobnym zawodem, ponieważ jego gra wydawała się miejscami sztuczna, nieco wymuszona, może niedoszlifowana. Sam nie jestem aktorem (a tym bardziej nie wybitnym aktorem), ale od osoby grającej postać centryczną serialu oczekiwałbym nieco większego zaangażowania w przekazywane emocje.

Na produkcję FlashForward przeznaczono ogromne kwoty pieniędzy, co czuć przez cały odcinek. Jedna ze scen wybuchu wydała mi się jednak bardzo sztuczna, jakby sklecona naprędce. Jako że zaciemnienie jest katastrofą globalną, zabrakło mi większej ilości scen pokazujących zniszczenia. Ponad dwie minuty, na które ludzkość zostaje wyłączona, musi mieć przerażające skutki. Tysiące spadających samolotów, tonących ludzi, przerwanych operacji, czynności wymagających precyzji. W serialu zginęły zapewne miliony, tymczasem odczuliśmy, jakby nie było to aż tak niszczycielskie.

I choć czepiam się głównie wad, muszę z pokorą przyznać, że pierwszy odcinek przykuł mnie do ekranu na dobre 40 minut. A to zdarza się niesamowicie rzadko. Pilot to setki pytań i w zasadzie brak odpowiedzi. Czy wizja Marka Benforda, głównego bohatera, wystarczy do odkrycia prawdy? Jak wielu z elementów “mozaiki” brakuje? Nie zdradzę tu zakończenia odcinka premierowego, jednak okazało się ono wystarczającym “szokerem”, by serial zdobył sobie już grupkę wiernych widzów. Czy będę oglądał FlashForward? Bez wątpienia, choć mam nadzieję, że wraz z rozwojem pewne elementy zostaną dopracowane. Wbrew hasłom reklamującym, nie jest to następca Lost. Jest to produkcja inna, ale równie wciągająca i pozwalająca na inteligentne prowadzenie przez wiele sezonów. W końcu ile ludzi, tyle zaćmień, a ile zaćmień, tyle historii do opowiedzenia.

Ocena pilota: 8/10